Lifestyle

Podsumowanie lipca – podróż do Polski, randki i emeryckie życie

Prawdę mówiąc, miałam nie pisać tego podsumowania. Cały czas miałam wrażenie, że nic takiego się w tym miesiącu nie wydarzyło, a przynajmniej nic wartego spisania. Nie wiem skąd we mnie takie przekonanie, skoro lipiec zaczęłam od pełnego przygód wyjazdu do Polski! I choć reszta miesiąca minęła dość spokojnie to na pewno wydarzyło się kilka rzeczy, które miło mi teraz powspominać. 

Niesamowicie się cieszę, że zdecydowałam się na ten wyjazd do Polski i podróż przez Poznań właśnie. Bo choć pobyt w moim studenckim mieście potrwał zaledwie 6 godzin, to w tym czasie zdążyłam spotkać się z 4 znajomymi (jedną przez kompletny przypadek!), najeść się placków w Pyra Barze oraz odwiedzić odnowioną i przeniesioną na Święty Marcin “Cafe La Ruina”. Kołobrzeska pogoda z kolei nie rozpieszczała mnie i za nic miała moje plany wybrania się na plażę. Spacer nad morzem jednak zaliczyłam więc nie jest źle! 

Czym jest pobyt nad morzem bez nieśmiertelnych gofrów?!

Jeśli chodzi o przyjazdy do domu to zawsze najbardziej cieszę się na te chwile, które w końcu mogę spędzić z naszym psem. Z rodzicami mogę porozmawiać przez telefon i dzięki technologii nie odczuwam dzielącej nas odległości aż tak bardzo. Niestety, ze zwierzętami sytuacja jest zupełnie inna. Nie będę kryć, że jako psiara, która psa miała od drugiego roku życia, bardzo tęsknię za posiadaniem futrzaka. Nasza sytuacja życiowo-mieszkaniowa nie pozwala nam obecnie na podjęcie decyzji o wzięciu psa, ale z niecierpliwością czekam na moment, w którym będzie to w końcu możliwe. 

W lipcu wybraliśmy się w końcu z Tomem na randkę w postaci kolacji, na której zrobiłam aż jedno zdjęcie. Musicie jednak przyznać, że mojito w szklance w kształcie czaszki zasługuje na uwiecznienie 😀 Nachosy z dwoma rodzajami sera były tak przepyszne, że fotografowanie ich nawet nie przeszło mi przez myśl. Główne danie, czyli w moim przypadku zielone curry było przyzwoite, jednak nie zamówiłabym go po raz drugi. Zaintrygował mnie jednak cydr z wędzonym posmakiem, który zamówiłam bo uporaniu się z pierwszym drinkiem. Wieczór zakończyliśmy oglądając pierwszy odcinek trzeciego sezonu “Stranger Things”. Opcja zdecydowanie do powtórzenia. Kolacja w sensie. “Stranger Things“ właściwie też. 

Pozostając w tematach około-randkowych, tydzień później wybraliśmy się na kolejną, tym razem do kina. Jako, że wiedziemy życie starych ludzi, padło na poranny seans nowej wersji “Króla Lwa”. O mamo, już po pierwszej minucie zalałam się łzami i przez to ledwie cokolwiek widziałam. Od lat unikałam oglądania tej bajki bo reaguję na nią zdecydowanie zbyt emocjonalnie. W sobotę przekonałam się, że scena, w której ginie Mufasa nadal jest ponad moje siły. Mimo złamanego przez ten moment serca film bardzo polecam.

Jak na parę emerytów przystało, po kinie wybraliśmy się na sobotni rynek. Jeśli jest coś, co naprawdę uwielbiam w naszym mieście to właśnie fakt, że co tydzień na jeden dzień całe centrum pokrywa się stoiskami z warzywami, owocami, serami, przyprawami, kwiatami i wszystkim, co można sobie wyobrazić. Sobotnie wypady na rynek stają się powoli naszą tradycją, a moja stara dusza wcale nie protestuje. 🙂 

Ostatnią niedzielę tego miesiąca spędziłam na fotografowaniu ubrań, które zamierzam wystawić na sprzedaż. Zbierałam się do tej akcji już od dobrego roku, a i od tamtego czasu zebrało się kilka dodatkowych sztuk potrzebujących drugiego domu. Postawiłam na multitasking i zdjęcia obrabiałam podczas 3-godzinnej (sic!) rozmowy z przyjaciółką. Generalnie jestem fanką skupiania się na jednej czynności, jednak cieszę się, że tym razem postanowiłam zaryzykować – inaczej chyba bym umarła przed komputerem. 😀 Co prawda przede mną nadal stworzenie opisów i wystawienie tych wszystkich klamotów, ale mam wrażenie, że i tak najgorsze już za mną! Mam jedynie nadzieję, że coś naprawdę uda mi się sprzedać, bo chyba się popłaczę jeśli te godziny pójdą totalnie na marne… 

Pamiętacie, jak opowiadałam Wam, że po zaledwie roku w nowym mieszkaniu postanowiliśmy dokonać kompletnego przemeblowania salonu? W lipcu przeprowadziłam podobne zmiany w pokoju, w którym pracuję. Co więcej, był to chyba już trzeci raz. Nic mi jednak już tutaj nie szło, byłam znudzona dotychczasowym ustawieniem i potrzebowałam odmiany. Coraz częściej siedziałam przy stole jadalnym lub na kanapie (koszmar dla kręgosłupa, plus nie wszystko mogę w takiej pozycji zrobić). Teraz znów wchodzę do swojego „biura” z chęcią do pracy i nie mam problemów z kreatywnością. Zastanawiam się jednak co zrobię za kilka miesięcy, gdy obecny układ znów mi się znudzi? Bo powoli zaczyna mi brakować pomysłów!

Gotowanie, kombucha i „Good Girls”

Plany na sierpień to głównie praca. W lipcu dokonałam małego podsumowania półrocza i widzę, że ciągle kręcę się w kółko, zamiast iść do przodu. Opracowałam pewien plan, ale już teraz widzę, że ma on pewne luki i niedociągnięcia. Najlepiej pracuje mi się, gdy mam bardzo konkretną wizję tego co i dlaczego robię. Muszę więc wprowadzić poprawki i zacząć działać! 

Chciałabym też w sierpniu lepiej wykorzystać trwające lato, bo mam poczucie, że nieco przecieka mi ono między palcami. W tę niedzielę szykuje nam się rodzinny grill, a co do reszty miesiąca to zobaczymy! Inspiracji mam sporo, pomysłów również, trzeba tylko zacząć je realizować (tak samo jak z pracą). 

A na koniec:

LIPCOWE POLECAJKI 

Nie mam w tym miesiącu wiele do polecenia, ale coś się jednak znalazło. 🙂 

Książka 

Udało mi się w końcu znaleźć trochę czasu i skończyłam czytać “Americanah”, o której wspominałam już w poprzednim miesiącu. Nadal podtrzymuję opinię, że jest to książka, po którą warto sięgnąć. Jako biała i niejako uprzywilejowana Europejka nie miałam pojęcia o wielu problemach, z którymi borykają się osoby ciemnoskóre, w szczególności te mieszkające w Ameryce. To wszystko pomimo tego, że uważam siebie za dość świadomą osobę. Nigdy nie wiesz, kiedy możesz nauczyć się czegoś jeszcze. 

Obecnie czytam w końcu “The Handmaid’s Tale” czyli w polskim tłumaczeniu “Opowieść Podręcznej”. Planuję w najbliższym czasie obejrzeć serial o tym samym tytule, ale zanim to zrobię chciałam najpierw zapoznać się z książką. Ta natomiast nie zachwyciła mnie szczególnie. Bardzo cenię sobie twórczość Margaret Atwood, więc przyznanie tego przychodzi mi z trudem. Historia, choć na swój sposób ciekawa i jednocześnie przerażająca, nieco się dłuży. Przeczytałam już grubo ponad połowę i niestety nadal nie identyfikuję się z bohaterką w żaden sposób. Ostateczny werdykt wydam, gdy już się z tą książką uporam, jednak szczerze mówiąc liczyłam na bardziej wciągającą lekturę. 

Serial

Wciągnęłam się i skończyłam oba sezony “Good Girls”. Trzy kobiety, matki, teoretycznie zwyczajne, dobre osoby, stają się kryminalistkami. Wraz z upływem czasu mają na koncie coraz więcej przestępstw i wciągają w nie coraz więcej osób. Świetny do obejrzenia w przerwie od pracy lub podczas gotowania. 

W tym miesiącu nadrabiałam też trzeci sezon “Queer Eye”. Nie wiem jak to się stało, że nadal go nie widziałam, a tu już dostępny jest sezon czwarty! Podczas oglądania zawsze muszę mieć przy sobie paczkę chusteczek, bo nie ma odcinka bez chociaż jednej uronionej łzy. 

Na blogu:

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.